W maju 2024 roku media donosiły, że Fundacja Projekt 71, na której czele stoi 21-letni radny powiatowy PiS-u, kupuje reklamy wyborcze polityków tej partii kandydujących do europarlamentu. Choć zarówno Fundacja, jak i Komitet Wyborczy PiS-u twierdzą, że wszystko odbywa się zgodnie z prawem, nie chcą pokazać żadnych dowodów na to.
Kilka dni po medialnych doniesieniach Sylwester Oracz wysyła do Komitetu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości wniosek o informację publiczną, w której prosi o udostępnienie:
- treści umów zawartych z Fundacją Projekt 71 (KRS 0001079800);
- wykazu umów zawartych z osobami prawnymi i fizycznymi na usługi polegające na:
- utworzeniu stron(-y) internetowych(-wej) komitetu wyborczego (lub dystrybuujących materiały wyborcze),
- administrowaniu i prowadzeniu stron(-y) internetowych(-wej) komitetu wyborczego (lub dystrybuujących materiały wyborcze),
- pozyskaniu i utrzymaniu domen(y)(-men), na której(-ych) umieszczono stronę(-y) internetową(-we) komitetu wyborczego (lub dystrybuujących materiały wyborcze),
- publikacji w Internecie ogłoszeń, filmów, spotów, audycji itp.
Komitet Wyborczy PiS-u odpowiedział jeszcze tego samego dnia. Pełnomocnik wyborczy stwierdził, że komitet nie podlega ustawie o dostępie do informacji publicznej, bo „nie wykonuje zadań publicznych”. Wskazał też, że jedyną instytucją, której musi się tłumaczyć, jest Państwowa Komisja Wyborcza, i to do niej powinno się kierować takie pytania już po złożeniu przez partię sprawozdania finansowego. W identyczny sposób na nasz wniosek zareagował Komitet Wyborczy Pis-u dwa lata wcześniej.
WSA – komitet wyborczy nie ma zdolności sądowej
Komitet Wyborczy PiS-u w odpowiedzi na skargę powtórzył argumentację z odpowiedzi na wniosek, twierdząc, że nie jest podmiotem zobowiązanym, nie posiada osobowości prawnej, a także zdolności sądowej. Na poparcie stanowiska przywołał orzecznictwo sądów administracyjnych oraz powszechnych, skarżący wskazał jednak wyroki przeciwne w sprawach o dostęp do informacji publicznej. Odpowiedź na skargę kończy następującym stwierdzeniem:
Wyłączną rolą komitetów wyborczych jest czasowa aktywność agitacyjna na rzecz zarejestrowanych przez siebie kandydatów. Działalność ta nie jest objęta zakresem działalności administracji publicznej, czy też zadaniami publicznymi. Działalność komitetów wyborczych nie generuje żadnych obowiązków publicznoprawnych, tudzież nakazów, zobowiązań lub prerogatyw o takim charakterze.
WSA w Warszawie odrzucił skargę, przychylając się do argumentacji (II SAB/Wa 227/25) KW PiS. Zdaniem sądu, komitet wyborczy nie ma zdolności sądowej, ponieważ działa tylko przez określony czas, nie ma osobowości prawnej, a jego aktywność służy obsłudze kampanii konkretnych kandydatów, a nie wykonywaniu zadań publicznych.
W ocenie WSA komitet nie jest podmiotem zobowiązanym z art. 4 ust. 1 u.d.i.p., więc skarga była niedopuszczalna.
Sylwester Oracz złożył skargę kasacyjną od tego wyroku, w której przypomina:
Proces wyborczy jest bowiem zasadniczo procesem o charakterze publicznym, zaś komitet wyborczy wykonuje zadania publiczne związane z realizacją publicznych praw podmiotowych obywateli w procesie wyborczym.
NSA – komitet wyborczy ma zdolność sądową
Naczelny Sąd Administracyjny uwzględnił skargę kasacyjną, uchylił postanowienie WSA i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania (III OSK 1095/25).
NSA dokonał funkcjonalnej wykładni art. 25 § 1 p.p.s.a.:
Organ w znaczeniu powyższego przepisu należy rozumieć nie jako organ administracji publicznej w znaczeniu ustrojowym, a jako organ w znaczeniu funkcjonalnym (podmiot administrujący).
I jako taki organ komitet wyborczy podlega kontroli sądowoadministracyjnej.
Komitet wyborczy mieści się w tym pojęciu, ponieważ:
- działa w sferze publicznej,
- wykonuje czynności wyborcze regulowane ustawowo,
- uczestniczy w procesie realizacji konstytucyjnych praw wyborczych obywateli.
Zdaniem NSA komitety wyborcze wykonują zadania publiczne, są zatem podmiotami wskazanymi w art. 4 UDIP.
NSA uznał, że:
- prowadzenie kampanii wyborczej i zgłaszanie kandydatów jest zadaniem publicznym,
- komitety są więc zobowiązane do udzielania informacji publicznej,
- w orzecznictwie sądów administracyjnych od lat przyjmowano, że komitety muszą udostępniać takie dane (umowy, wydatki, wpłaty itp.).
Zdaniem NSA sąd I instancji błędnie przyjął brak zdolności sądowej, a odrzucenie skargi było przedwczesne i pozbawione podstaw prawnych. Fakt, że komitet wyborczy działa tylko przez jakiś czas, nie wyklucza możliwości kontroli – NSA powołał się tu na zasadę ciągłości administracji oraz prawo do sądu (art. 45 ust. 1 Konstytucji).
Ewentualne ustalenie następcy prawnego komitetu jest zadaniem sądu przy ponownym rozpoznaniu.
WSA – PiS jest zobowiązane do realizacji wniosku
WSA, ponownie pochylając się nad tą sprawą, przypomniał (II SAB/Wa 729/25):
(…) odpowiedzialność za zobowiązania majątkowe komitetu wyborczego ponosi po jego rozwiązaniu z mocy ustawy – pełnomocnik finansowy (art. 130 § 1 Kodeksu wyborczego), a w dalszej kolejności także partia polityczna (art. 130 § 3 pkt 1 Kodeksu wyborczego).
Skoro zatem odpowiedzialność za zobowiązania majątkowe rozwiązanego komitetu wyborczego ponosi partia polityczna, która go utworzyła, to tym bardziej partia ta odpowiada za udostępnienie w trybie dostępu do informacji publicznej tych umów, z których te zobowiązania wynikają.
W ocenie sądu wnioskowane dane są informacją publiczną. Art. 125 Kodeksu wyborczego jednoznacznie przesądza o jawności finansowania kampanii wyborczej. Jawność nie jest tu kwestią dobrej praktyki, lecz ustawowym standardem działania komitetów wyborczych. Przepisy precyzyjnie określają także, w jaki sposób komitet może pozyskać środki i jak je wydać.
Skoro wnioskowane dane są bez wątpienia informacją publiczną, a wnioskodawca ich nie otrzymał i nie została również wydana decyzja odmowna, to KW PiS pozostawał w bezczynności. Sąd zobowiązał partię do rozpoznania wniosku i pokrycia kosztów sądowych.
Sylwester Oracz o wyroku WSA
Partie polityczne i komitety wyborcze, niezależnie od barw, od lat unikają rzetelnego monitorowania finansów, nawet jeśli nie mają nic szczególnego do ukrycia. Niestety dzieje się to przy przyzwoleniu organów państwa, które powinny stać na straży praw obywatelskich i które zobowiązały się w imieniu Rzeczypospolitej do wprowadzania mechanizmów ograniczających przestrzeń dla korupcji i kolesiostwa.
Mimo oficjalnie deklarowanych i formalnie przyjętych zobowiązań, politycy nie tylko nie wprowadzili żadnych skutecznych instrumentów projawnościowych, to konsekwentnie demontują istniejące, powszechnie uznawane rozwiązania. Choć wydany wyrok jest korzystny, to w praktyce niestety niewiele zmienia: sąd bowiem nie dopatrzył się złej woli pełnomocnika, a brak jednoznacznego sprzeciwu przyczynia się do utrwalania atmosfery bezkarności.
Sprawa ta pokazuje też jak przewrotne może być stosowanie prawa do informacji. Pozostawienie w obiegu prawnym wadliwego wyroku I instancji byłoby paliwem do dalszego unikania udzielania informacji. Szczęśliwie jednak kasacja przed NSA pozwoliła sprowadzić jawność do podstaw działania komitetów.

Komentarze