Odeszła legenda Watchdoga


Z ogromnym smutkiem żegnamy Zenona Michajłowskiego – jednego z założycieli i członka Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Był z nami od samego początku i przez cały czas żywo interesował się i angażował w kwestie jawności. Niewiele osób w Polsce może się pochwalić tak długą i konsekwentną historią walki o prawo do informacji.

Chcąc przybliżyć Wam postać Zenona i Jego działalność, oddajemy głos członkom i członkiniom naszego stowarzyszenia, a także pracownicom i pracownikom biura.

Katarzyna Batko-Tołuć

Zenon Michajłowski odszedł 23 września o godz. 19:00. Informacja nadeszła wieczorem. Usłyszałam ciszę i poczułam pustkę. Zenon był chory – wiadomo było, że się to kiedyś stanie. Kiedyś. Za wiele lat. Wciąż planowałam trasy na zachód Polski, by go odwiedzić. Cieszę się, że choć raz pojechałam.

Zimny chów

Nie zawaham się powiedzieć, że zarówno dla Sieci Watchdog, jak i dla mnie osobiście, Zenon to mentor, punkt odniesienia i drażniący element. Kochałam go i kocham. I strasznie mi smutno, choć dorosłam już i umiem żyć bez niego.

Zenon nad nikim się nie rozczulał. Gdy zostałam wybrana na prezeskę Sieci Watchdog (wówczas Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich) w lutym 2004 roku, krótko podsumował – „kogoś trzeba było wybrać”. Ciepła zachęta do podjęcia najtrudniejszego zadania, jakie stanęło przede mną w życiu 😉

Wyznawał zasadę „zimnego chowu”. Nie chwalił. W każdym razie nie nas. Ale, dużo od nas wymagając, uczynił z nas tych, którymi jesteśmy dziś. Wyznaczył główną oś naszej działalności, jaką jest prawo do informacji. Początkowo chcieliśmy robić więcej, ale Zenon był uparty i cierpliwy, a z czasem i tak wyszło na jego – prawo do informacji to nasz główny temat. Pilnował też, byśmy byli rozliczalni wewnątrz organizacji – biuro nie może być ważniejsze od członków, zarząd ma obowiązek zapewnienia członkom dostępu do dokumentów organizacyjnych, Komisja Rewizyjna musi mieć warunki do pracy. To aż symboliczne, że w czerwcu zamknęliśmy biuro na Ursynowskiej, które pozwalało na spełnienie tych wymogów, a we wrześniu odszedł Zenon. Kończy się dla Watchdoga pewna epoka.

Spędziłam z nim niewiarygodnie dużo czasu

Byliśmy razem, gdy przyszła wiadomość o śmierci guru prawa do informacji – prof. Teresy Górzyńskiej. Pamiętam, jak oboje się tym zasmuciliśmy, siedząc na jakimś lotnisku, czekając na przesiadkę. Ja pisałam wspomnienie, Zenon z aprobatą kiwał głową. Znał ją. Chodził do niej na pierogi. Rozmawiali o prawie do informacji i o wysiedleniach z Kresów Wschodnich po II wojnie światowej. Być może ich rodziny były z tych samych okolic.

Zawdzięczam mu mnóstwo przygód podróżnych. Najlepiej wspominam budżetową podróż do Lwowa. Warszawa – Przemyśl – Medyka – przejście piesze – rozklekotany autobusik lub marszrutka – Lwów. Zenon na granicy oczywiście zrobił show. Podając paszport pogranicznikowi, przedstawił się – „Dziad z lubuskiego lasu”. Potem ciągle pytał, czy ta marszrutka jedzie do Lwowa. Potwierdziło nam to kilka osób, kolejne widziały, że pytamy następne. Czułam się głupio. Ale Zenon krótko stwierdził – „informacje trzeba sprawdzać w kilku źródłach” 😉

Odwiedzaliśmy naszych partnerów i przyjaciół z ruchu OPORA. Pewnie był to jakiś 2007 lub 2008 rok. Przyjeżdżamy do biura, a tam jedno łóżko. Zenon cichutko wyniósł się i spał na stołach. Mnie przypadło luksusowe łóżko. Wtedy zrozumiałam też, że nauczę się od niego nie tylko myśleć o prawie do informacji, ale też myślenia o historii. Zwiedzaliśmy cmentarz Orląt Lwowskich. Zenon pokazywał mi tablice przerabiane z innych tablic. Uruchamiał moją wyobraźnię.

Pod koniec 2013 roku poważnie zachorował. Grudzień tego roku był dla mnie koszmarnym miesiącem. Nie umiałam znaleźć sobie miejsca, nic mnie nie cieszyło. Starałam się go uzdrowić siłą woli. Udało się 😉 Choć oczywiście udało się to dzięki jego wspaniałej żonie Weronice. Która zresztą sama podsumowała – „Zenon mnie tego nauczył”. Sam sobie ocalił życie, ucząc mnie, jak wymagać od instytucji. Gdy już był na chodzie – co nie znaczy zdrowy, gdyż to chyba niestety ta choroba zaczęła go stopniowo zmieniać – zadzwoniłam do Weroniki z pytaniem, czy proponować Zenonowi wyjazd do Estonii na forum organizacji europejskich i rosyjskich. Wiedziałam, że on oczywiście będzie przekonany, by jechać, ale nie chciałam robić czegoś, co jest nieodpowiedzialne. Weronika powiedziała – „dobrze mu to zrobi”. Wcale nie był w dobrej formie. Wciąż zdrowiał. Ale Zenona leczyła głowa, a nie rehabilitacja. Pojechaliśmy w obstawie z Borysem Burą, razem demonstrowaliśmy pod ambasadą Federacji Rosyjskiej. Nie pamiętam już, w jakiej sprawie – ale tu akurat zawsze był powód. Zenon rozkwitał.

W sumie aż dziwne, że większość wspomnień mam z podróży międzynarodowych, ale pewnie to po prostu był czas, gdy byliśmy razem najdłużej, a przygody były najbardziej zróżnicowane.
Razem byliśmy też w Naddniestrzu, w Mołdawii. Tuż przed jego pierwszą chorobą, w 2013 roku. Ja zostałam zaproszona jako „trenerka od watchdogów”, ale zaproponowałam, byśmy pojechali razem z Zenonem – wtedy uda się szkolenie przeprowadzić po rosyjsku. Zenon był moim głosem. Mój rosyjski był w owym czasie fatalny. Samo pojechanie z Zenonem pozwoliło mi zrozumieć Naddniestrze i całą tę absurdalną historię. Zadawał mnóstwo pytań – „A co się dzieje, jeśli rolnik ma ziemię w Mołdawii i Naddniestrzu? Czy płaci różne podatki?”

Ale to właśnie jest to, czego nauczyłam się od Zenona. Zadawanie pytań, nawet niezbyt mądrych, otwiera rozmowę. Pokazuje zaciekawienie. Będąc razem, zawsze angażowaliśmy cały sztab ludzi do pomocy. To znaczy Zenon angażował. Ja korzystałam.

Zenon nauczyciel

W ostatnich latach bywało mi z nim trudno. Miałam wrażenie, że z tej magii niewiele zostało. W zrozumieniu, że jego fenomen nie przeminął, pomogły mi dwie stowarzyszeniowe koleżanki – Anna Barabasz i Ewa Majda. Obie, niezależnie od siebie, rozpromieniały się, gdy była o nim mowa, podkreślając – „to jest erudyta, to jest mądry człowiek, z Zenonem dobrze jest obcować”.

Właśnie. Z Zenonem dobrze było obcować. A o moim wielkim szacunku do niego i miłości niechaj świadczy to stare nagranie. Może to być 2011 rok – ale nie jestem pewna. Zenon nauczyciel.

 

Szymon Osowski

Polskie sądownictwo otworzyło się na jawność, a później się zepsuło. A wszystko zaczęło się w Łodzi.

– To właśnie tam Zenon doprowadził do pierwszego wyroku dotyczącego jawności, a był to rok 1996. Nie było Konstytucji, nie było ustawy o dostępie do informacji publicznej. Nie ma już z nami Zenona. A zostały mi jego kije nordic walking.

Wielokrotnie moja trasa na spotkania w Polsce przebiegała przez Grodzisk Wielkopolski i Nową Sól. Tam się zatrzymywałem i zabierałem Zenona. Obiecywałem Weronice, jego żonie, że pewnie go przywiozę, ale nie byłem pewien, czy dotrzymam słowa.

To był cały Zenon, jak to mówił – „dajcie mi kawałek miejsca do spania i zrobię czynności”. A czynności to sprawdzenie, jak działa prawo do informacji. Zenon miał przeogromny wpływ na to, jak podchodzę do prawa do informacji. Pamiętam sam początek, może 2006 r., i dyskusję, czy to jest prawo do informacji publicznej, czy prawo do informacji. Zenon był bezwzględny – to jest prawo do informacji – i miał rację. Ciężko mi było to pojąć, ale czasem oczywiste rzeczy nie są łatwe.

W grudniu 2024 r. pojechałem kolejny raz po Zenona, jechaliśmy na Zlot Obrończyń i Obrońców Praw Człowieka. To była nasza ostatnia taka podróż. Wróciłem do siebie i zobaczyłem, że w bagażniku zostały kije do nordic walking, zielone. Tak mi znane. Chyba było to prorocze. Będąc jakiś czas temu u Weroniki i Zenona, pomyślałem, że zapomniałem ich zabrać. Jeszcze będzie czas, aby je oddać.

Zawsze był czas, tak się wydawało. Jak Zenon poważnie zachorował w 2013 r., to pierwszą rzeczą, jaką zrobił po wyjściu ze szpitala, był wyjazd do Warszawy na OFIP. Też jechaliśmy razem. A wyszedł z ciężkiej choroby, bo od lat powtarzał, że trzeba pytać i weryfikować. Tak też było wtedy podczas choroby – dzięki prawu do informacji udało się.

Pamiętam też dwa szkolenia. Jedno z samego początku, kiedy jeszcze robiliśmy Tygodnie Informacji Publicznej. Będę je pamiętać do końca życia, po prostu tam był cały Zenon. Kto go nie znał, to trudno wyjaśnić, a kto znał, to wie. A drugie to, jak Zenon opowiadał o prawie do informacji i miał w rękach taki długi wskaźnik. Nie było sprzeciwu, że prawo do informacji jest najważniejsze. Bo tak jest, bo to zasługa Zenona.

Prawo do informacji prawem człowieka

Jeżdżąc z Zenonem po Wielkopolsce, bo tam zaczynaliśmy nasze podróże po Polsce, poznałem historię regionu, podziały historyczne, ale też za każdym razem rozmawialiśmy, jak dawna linia kolejowa została przerobiona na ścieżkę rowerową i wzdłuż niej są metalowe barierki. Te barierki to taki motyw drogi, bo ile trzeba było wydać, aby tyle ich powstało.

Prawo człowieka. Ile razy to słyszałem. Prawo do informacji jest prawem człowieka. A pytać trzeba. I tak znaleźliśmy się w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli. Kto jeszcze pamięta, że kiedyś częścią spraw z jawności zajmowały się sądy powszechne? I to było zabawne, jak przed nami były sprawy o zapłatę, a ostatnia sprawa dotyczyła dostępu do informacji. Sędzia siedział i czytał ustawę, a my z Zenonem mówiliśmy. Ostatecznie udało się wygrać sprawę. Wnioskowana informacja była w kopercie z czerwonym napisem. I sędzia dał na końcu tę kopertę, aby Zenon otworzył. Mamy jej zdjęcie.

I te czynności. Zawsze i wszędzie. Wystarczyło, aby Zenon znalazł się w jakimś miejscu i naprawdę sprawdzał. I znowu ruszyliśmy w Polskę, tym razem z Nowej Soli na południe. A pierwszą miejscowością po drodze, po kilku kilometrach, było Nowe Miasteczko. Czynności zostały wykonane, ale straciliśmy oponę. Czego się nie robi dla jawności.

Nasze dzieci są w identycznym wieku. Nasza ostatnia rozmowa była też o nich. O tym, że już są w szkole średniej. O tym, jakie mają pasje, zajęcia i w sumie, że są duże. I my się zmieniliśmy. Zenon miał ogromny wpływ na to, jak postrzegam prawo do informacji, ale też jak korzystam z prawa do informacji. Z czasem nasze podejścia się zmieniły. Nie jakoś diametralnie, ale w niuansach. Że można inaczej pytać i egzekwować prawo do informacji. Nic się nie dzieje przez przypadek. Właśnie teraz, a tak naprawdę wczoraj, po otrzymanych odpowiedziach na wnioski, które pokazują, że prawo do informacji nie jest poważane, pomyślałem o Zenonie. Znowu masz rację, tej budy trzeba pilnować.

Krytykował przepis-gumę

I ta niezgoda na przepis-gumę. Przecież nie można zapomnieć, ile razy Zenon powiedział o art. 1 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Że mnogość procedur powoduje, że prawo do informacji ma charakter iluzoryczny. I o opowiadanej przez Zenona historii z rezygnacją z prac nad ustawą przez prof. Teresę Górzyńską, właśnie z powodu przepisu-gumy. Przecież to takie oczywiste, że tak nie powinno być i powinna być jedna procedura. I tak Zenon pisał 13 marca 2007 r.: „Inflacja procedur dostępu do info. Co ustawa, to odrębna procedura. Chociażby malutka. Tycia. Ale inna. Nic dziwnego, że sami się w tym gubią.”

Ile spędziliśmy razem czasu w biurze na Ursynowskiej. A mieliśmy biuro z możliwością spania. Zenon spędzał tam dużo więcej czasu, ale niejednokrotnie byliśmy tam razem. Te wieczorne opowiadania, jakie to instytucje odwiedził Zenon i o co zapytał. I te pisane odręcznie wnioski.

A jak wnioski, to formularze. Sprawdziłem pierwsze maile, jakie mam od Zenona – to lata 2006 i 2007. A w nich ogromna niezgoda na formularze wniosków. Takie gotowce, w których trzeba było podawać dane, np. imię i nazwisko. I co, i znowu masz rację. Jak to mówiłeś – „samoidentyfikacja” jest zła. Tak, gwarancja zachowania anonimowości przy pytaniu ma ogromne znaczenie. Kto tego nie rozumie, to nie pytał np. w małych miejscowościach, gdzie pytanie wiąże się z ostracyzmem. A to Ty doprowadziłeś do tego, że jeszcze GIODO wypowiedział się o formularzach, że są niezgodne z prawem i nie można zbierać danych osób pytających. Ciągle masz rację, a minęło 20 lat. A zobacz, co napisałeś w 2007 r. o problemach z prawem do informacji:

Teraz w działce DIP takie ważne problemy są:

  • Wymuszanie wniosków pisemnych (bezprawnie) i inne bezprawne wymagania (formularze)
  • Notoryczne nieprzestrzeganie niezwłoczności (terminy).
  • Opłaty większe od kosztów.
  • Rejestracja każdych (bezprawnie).
  • Wyznaczanie w urzędach osób, mających wyłączne prawo udostępniania informacji.
  • Brak egzekucji prawa (art. 23).

Nasze dzieci są już duże, a my z tymi samymi problemami. To dzięki Zenonowi art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej jest ciągle żywy. Byliśmy, pewnie w 2006 r., na konferencji. Na niej występowała ekspertka – pamiętałeś, jak się nazywa, jak to wspominaliśmy – i na pytanie o odpowiedzialność karną powiedziała, że to nie jest standard. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie, że przy naszym, krajowym, podejściu do jawności to ta odpowiedzialność jest ważna. Tak bardzo, wbrew wszystkiemu, że nie udało Ci się doprowadzić do wyroku z art. 23. Jednak sprawa z 2008 r., sprawy z Rabki, sprawa z Lux Veritatis to Twoja zasługa – kładłeś nam do głów, że trzeba egzekwować.

I każdy. Każdy ma prawo do informacji. Walczyłeś o to chyba każdego dnia. I napiszę to tak, jak pisałeś – KAŻDY. To znowu oczywistość. Jednak często zapominana. Miałeś wielokrotnie rację. Polskie prawo do informacji ugrzęzło w procedurach, w dywagacjach o wieku pytających, w takich niuansach, że tylko produkować książki i wyroki o tym, czy np. faktura to informacja publiczna, o nadużywaniu. A przecież to prawo człowieka. Tak, masz rację i nie wolno z tej ścieżki schodzić.
Po prostu dziękuję, bo jestem tu, gdzie jestem, też dzięki Tobie.

Marzena Błaszczyk

Zenon jeszcze w latach 90. zauważył, że dostęp do wiedzy o działaniach władz to nie przywilej, lecz podstawowe prawo obywateli. W 1996 roku rozpoczął jedną z pierwszych w Polsce spraw sądowych o dostęp do informacji. Nie było jeszcze Konstytucji RP z 1997 r. i późniejszej ustawy o dostępie do informacji publicznej. Sprawa zakończyła się przełomowym orzeczeniem: sąd uznał wtedy, że aby móc racjonalnie podejmować decyzje, mieszkańcy gminy powinni znać działalność organów gminy w różnych jej aspektach i odwołał się w uzasadnieniu do art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Ale Zenon był nie tylko pionierem w sądzie. Był przede wszystkim praktykiem. Składał wnioski, analizował dokumenty, sprawdzał decyzje. Gdy odwiedzał nowe miejsce, często zaglądał do urzędu i zadawał pytania. Robił tak nie tylko dla siebie – często działał w imieniu innych, którzy nie wiedzieli, jak zacząć albo potrzebowali wsparcia. Dzielił się swoją wiedzą i pokazywał, jak korzystać z prawa do informacji.

Zenon lubił rozmawiać, sypał anegdotami, był gadułą, ale też z ciekawością słuchał i zadawał pytania osobom, z którymi się stykał. Jego upór, konsekwencja i energia były inspiracją dla wielu z nas. Uczestniczył we wszystkich spotkaniach, zlotach, walnych zebraniach. Dzięki niemu idea jawności zyskała w Polsce bardzo konkretne oblicze i historię, którą możemy się dzielić. Był dowodem na to, że jeden człowiek – zadając pytania i nie odpuszczając – może zmieniać reguły gry.

Ewa Majda

Zenonie,
na ubiegłorocznym zlocie byłeś z nami do końca wieczoru karaoke. Niesamowite, pomyślałam. Zapamiętałam wyraźnie, jak kątem oka spojrzałam w głąb sali i tam byłeś i wyglądałeś na bardzo szczęśliwego. Nie mam wielu wspomnień, choć jesteś „historią”, ale zawsze czułam, że jesteś Kimś Bardzo Ważnym dla Stowarzyszenia i dla nas członków – jesteś naszym DNA.
I ta fota z Pruszkowa jak przesłanie – nasz Capo di tutti Capi.

Alicja Matwiejczuk

Od kilku dni intensywnie myślę o Zenonie i o tym, że to on rekomendował mnie do przyjęcia do Sieci. Wiem, jak wiele wniósł do naszej watchdogowej społeczności i jak bardzo wpłynął na postrzeganie prawa do informacji. To bardzo smutna wiadomość. Będzie mi go brakowało. Pamiętam jego przekorny charakter, długie opowieści oraz niezwykłą konsekwencję w działaniu.

Michał Zemełka

Jest takie powiedzenie: „Wam się oczy otworzą, jak mnie się zamkną”. We mnie rezonuje wiele z tego, co Zenon z podziwu godną konsekwencją postulował.

Anna Chęć

Mnie również rekomendował do Stowarzyszenia właśnie Zenon. Dla mnie to trochę ojciec chrzestny Sieci – ze swoją żelazną konsekwencją. Nigdy nie odpuszczał 😉 Człowiek, który potrafił pojechać z karimatą do urzędu, zażądać informacji i na nią czekać. Człowiek, który zawsze kierował rozmowę na inne, niespodziewane tory i – choć dyskusje te były czasem bardzo burzliwe – zmuszał mnie/nas do przyjrzenia się sprawie z zupełnie innej perspektywy. Zenon po prostu zawsze był! Będzie go bardzo brakowało.

Agnieszka Krzaczek

Znałam Zenona krótko, ale był to czas niezwykle intensywny i ważny. Nasza znajomość wypełniała długie rozmowy telefoniczne, pełne opowieści i wiedzy, którą tak chętnie się dzielił. Zenon zawsze pozostanie w mojej pamięci jako człowiek pełen energii, z błyskiem w oku, któremu naprawdę zależało. Miał w sobie autentyczność i pasję, a to, co robił i o czym mówił, było dla niego czymś najważniejszym – „przedmiot”. Takiego go zapamiętam – życzliwego, zaangażowanego, interesującego się też moimi sprawami i zawsze dzielącego się radami, które wielokrotnie świetnie się sprawdzały.

Jan Niedośpiał

Przy wszystkich różnych wątkach w historii Sieci, to zawsze Zenon pilnował tego, żeby nikt nie zapominał, że dostęp do informacji publicznej powinien być zawsze osadzony w kontekście prawa do informacji jako jednego z praw człowieka. Przynajmniej ja wbicie tego do głowy zawdzięczam jemu. Dla mnie był filozofem prawa do informacji.

Szymon Dubiel

Pamiętam Zenona z rozmów telefonicznych, jeszcze w poprzednim biurze. Gdy pojawiał się jakiś mój tekst, to Zenon dzwonił i mówił o swoich odczuciach, zawsze ciekawie, merytorycznie i na bieżąco – słychać było, że mówi z ogromnym zasobem wiedzy i masą praktycznego doświadczenia. Pamiętam też rozmowy na żywo, w których Zenon opowiadał o samych początkach, jeszcze przed ustawą o dostępie, i z takich rozmów też mogłem się bardzo dużo nauczyć.

Kinga Kulik

Urzędnicy nam mówią, że “krzesło nie jest krzesłem”. Zenon rozbrajał wymówki, żeby nie udzielić informacji, która należała się “KAŻDEMU”. Z determinacją i bez kompromisów żądał tego, co nam się należy. Jego powiedzenia już są klasykami prawa do informacji. U Zenona nie było pustych przebiegów. Każda wizyta na spotkaniu Sieci czy szkolenie wiązały się z wizytą w urzędzie i pytaniem o to, co publiczne, czyli nasze. Zenon budził kontrowersje tym, co mówił i jak to robił. Trzeba mu oddać to, że w kwestii prawa do informacji zawsze miał rację. Był inspiracją i bliskim kolegą. Jestem wdzięczna za każde spotkanie i rozmowę. Choć chciałabym mieć choć jeszcze tą jedną.

Roksana Maślankiewicz

Pamiętam, że w dniu, w którym pojawiała się jedna z pierwszych wersji chata GPT, Zenon był w biurze Watchdoga na Ursynowskiej. Oczywiście był zainteresowany tą nowinką. Pokazałam mu, jak on działa. Jakie były pierwsze pytania Zenona do chata? Nie było dla mnie niespodzianką, że pytał o prawo do informacji, jego umocowanie w międzynarodowych konwencjach, o to, czym różnią się prawa człowieka od praw obywatelskich… Z satysfakcją punktował “sztucznej inteligencji” błędy i uproszczenia. Prawie zaczęłam współczuć chatowi. 😉
Zenon to jednak nie tylko watchdog, to ciepły człowiek, który był ciekawy ludzi i świata. Wszystkie jego telefony, rozmowy z nim na żywo będę miło wspominać. Przykro, że nie będzie już ich więcej.

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

  1. Członek Watchdog Polska

    Ogromny smutek zapanował w mym sercu, gdy niespodziewanie dotarła ta straszna wiadomość.

    Zenku byłeś niesamowicie inteligentną osobą, którą miałem okazję znać przez te wiele lat. Prawo do informacji publicznej bylo twoją pasją, którą zarażałes wszystkich innych wokół siebie. Byłeś wielkim człowiekiem o wyrazistym poglądzie na różne tematy.
    Wiele różnych wspomnień mam w sercu z twoim udziałem.

    Nie zapomnę jednej rzeczy. Gdy serce mi podpowiadalo i bilo niesamowicie ze strachu…o jak bardzo sie bałem podejść do ciebie w trakcie przerwy kawowej w Pruszkowie, aby powiedzieć slowo bardzo Cie przepraszam. Udalo sie …,

    a najcenniejsza rzecz, którą tobie ofiaruje to modlitwa w twej intencj.

    Spoczywaj w pokoju.

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *