W Ostrowi Mazowieckiej od pewnego czasu działa niewielkie medium obywatelskie „Ostrów na Surowo”. Jego twórcy: zadają pytania w trybie dostępu do informacji, publikują odpowiedzi urzędu i opatrują je komentarzem. W praktyce pełnią rolę lokalnego watchdoga — takiego, który nie relacjonuje wydarzeń ceremonialnych, lecz sprawdza dokumenty i decyzje.
Przekaż 1,5% podatku Watchdogowi!
Wystarczy, że wpiszesz nasz numer KRS 0000181348 w swoim rozliczeniu podatkowym.
Skala ich oddziaływania wcale nie jest mała. Profil medium na Facebooku obserwuje około 2,5 tysiąca osób (dane na luty 2026 roku) – to sporo jak na dwudziestotysięczne miasto. Dla części społeczności jest to prostu jedno ze źródeł wiedzy o działaniach władz samorządowych – być może pokazujące inny niż dotychczas punkt widzenia.
To najwyraźniej nie spotkało się ze zrozumieniem lokalnych władz.
Zarzut „nadużywania prawa”
Pierwszy sygnał niezadowolenia urzędu z działalności „Ostrów na Surowo” pojawił się w odpowiedzi na ich wniosek o informację publiczną w maju 2025 r. W piśmie skierowanym do portalu wskazano, że jego sposób korzystania z prawa do informacji jest nieprawidłowy, ponieważ wnioski mają charakter powtarzalny i obstrukcyjny, a ich celem (zdaniem urzędu) ma być dezorganizowanie pracy urzędu oraz publiczne dyskredytowanie osób pełniących funkcje publiczne.
Jako że dla podstawą do dyskusji powinny być dane, postanowiliśmy spytać o nie urząd. Z informacji przekazanych Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska wynikało, że do urzędu w 2023 roku wpłynęły 74 wnioski o informację publiczną, w 2024 roku — 95, a od 1 stycznia do 30 września 2025 roku — 120. Wzrost jest zauważalny, ale trudno mówić o lawinie paraliżującej pracę magistratu w ponad dwudziestotysięcznym mieście. No i nie jest też powiedziane, że ten wzrost spowodowany jest jedynie działalnością portalu. Samo medium twierdziło, że w 2024 roku wysłało cztery wnioski o informację, a w pierwszej połowie 2025 roku — dwanaście.
Jednak abstrahując od liczb, zaznaczyć należy, że w polskim systemie prawnym regulującym prawo do informacji nie funkcjonuje samodzielna przesłanka odmowy w postaci „nadużywania prawa”. Nie ma też limitu wniosków i pytań, jakie można skierować do urzędu. Ustawa o dostępie do informacji publicznej nie uzależnia również możliwości zadawania pytań ani od motywów wnioskodawcy, ani od tego, czy odpowiedzi zostaną później wykorzystane w sposób krytyczny wobec władzy. O tym, czy informacja powinna zostać udostępniona, decyduje wyłącznie jej charakter, a nie tożsamość lub aktywność pytającego. Tworzenie kategorii wniosków „niepożądanych” prowadziłoby do selekcjonowania obywateli według uznania organu, a tym samym do przekształcenia prawa powszechnego w przywilej przyznawany wybranym. Dlatego argument o „nadużywaniu prawa do informacji” nie może stanowić podstawy odmowy — w rzeczywistości jest on w tym przypadku próbą oceniania krytyki, a nie stosowania przepisów o jawności działania władzy.
Przełom: konferencja prasowa burmistrza
24 lipca 2025 roku odbyła się konferencja prasowa burmistrza Ostrowi Mazowieckiej. Podczas wystąpienia burmistrz odniósł się wprost do medium. Zapowiedział w imieniu urzędu, że „nie będziemy odpowiadali na żadne pytania tego tworu”, ponieważ „wszyscy wiedzą, kto za nim stoi”, a autorzy „wstydzą się swojej tożsamości”. Jednocześnie uzasadniał, że publikowane materiały są przetwarzane w sposób kłamliwy, a zadawane pytania dezorganizują pracę urzędu. Najbardziej znaczące było jednak zakończenie tej wypowiedzi. Burmistrz stwierdził, że czeka na dziennikarza z tego medium, aby móc „podjąć odpowiednie kroki”, dodając, że „już trzeba pewne kroki podjąć”.
Oceniamy tę wypowiedź jako zmierzającą do zastraszenia osób pytających i publikujących swoje oceny w internecie. Wypowiedź zapowiadająca „kroki” wobec dziennikarza w naturalny sposób wywołuje efekt mrożący. Nawet bez formalnych działań prawnych sama zapowiedź konsekwencji może zniechęcić do dalszego zadawania pytań. I tak się właśnie stało.
Po konferencji działalność „Ostrowi na Surowo” została zawieszona. Na portalu przez 2 miesiące nie pojawiły się żadne artykuły na temat miasta. Dla obserwujących oznaczało to zniknięcie jednego z lokalnych źródeł informacji o działaniach władz.
To właśnie w tym momencie sprawą zajęła się Sieć Obywatelska Watchdog Polska, kierując do burmistrza pismo i pytając zarówno o wypowiedzi z konferencji, jak i o skalę wniosków wpływających do urzędu.
Reagujemy
W dwóch skierowanych do urzędu pismach Sieć Obywatelska Watchdog Polska zwróciła uwagę, że publiczne deklaracje o ignorowaniu pytań określonego medium oraz zapowiedzi podejmowania wobec jego autorów „kroków” godzą jednocześnie w prawo do informacji i w wolność debaty publicznej. Podkreśliliśmy, że władza ma obowiązek odpowiadać na wnioski niezależnie od tego, kto je składa i jak później ocenia działania urzędu, a reakcją na krytykę powinno być wyjaśnianie i polemika, nie zaś wywieranie presji na pytających. Wskazaliśmy również, że takie wypowiedzi mogą wywoływać efekt mrożący i prowadzić do ograniczenia społecznej kontroli nad działaniami samorządu, dlatego wezwaliśmy burmistrza do zaprzestania praktyk zniechęcających mieszkańców i media do korzystania z ustawowych praw oraz do prowadzenia komunikacji opartej na jawności i dialogu, a nie selekcjonowaniu odbiorców informacji.
Urząd z kolei utrzymywał, że realizuje obowiązki wynikające z ustawy o dostępie do informacji publicznej i nie ogranicza aktywności medialnej. Podkreślano również, że wszystkie wnioski są rozpatrywane w ustawowych terminach.
Miasto nie podejmuje działań ograniczających dostęp do informacji ani aktywności medialnej, a wszelkie podejmowane działania mają na celu zapewnienie rzetelnej komunikacji, ochronę dobrego imienia jednostki samorządowej oraz jej pracowników. Urząd pozostaje otwarty na współpracę z mediami, organizacjami społecznymi i obywatelami, realizując zasadę przejrzystości i dialogu społecznego.
pismo z 21.10.2025 r. OP.1431.120.2025
W oficjalnej korespondencji nie było więc mowy o odmowie udzielania informacji określonemu podmiotowi. Problem polegał jednak na tym, że publiczna wypowiedź burmistrza sugerowała coś przeciwnego. Zestawienie deklaracji zawartych w pismach z zapisem konferencji prowadziło do oczywistego rozdźwięku.
Przypomnijmy, że podczas konferencji prasowej burmistrz zapowiadał wyciąganie konsekwencji wobec pytających. W wystąpieniu nie pojawiają się konkretne dane ani merytoryczne uzasadnienie zarzutów, lecz ogólne sugestie i oceny – burmistrz twierdzi m.in., że „dokładnie wszyscy wiemy, kto za tym stoi”, że „nie będziemy odpowiadali na żadne pytania tego tworu”. Jednocześnie wskazuje, iż pracownicy urzędu „zajmowali się odpowiadaniem na treści, które są wszystkie upublicznione”, co prowadzi do oczywistego wniosku, że w wielu przypadkach wystarczyłoby odesłanie do istniejącej publikacji, a więc trudno mówić o paraliżu pracy urzędu. Z drugiej strony deklaruje, że „każdy z Państwa może każdą informację z urzędu otrzymać, tu nie ma nic do ukrycia”, lecz równocześnie odmawia prawa dostępu konkretnemu medium wyłącznie z powodu przekonania, że wykorzystuje ono dane w sposób „kłamliwy”. Ta rozbieżność między oficjalną korespondencją a publicznymi wypowiedziami pokazuje, że problem nie dotyczy samej dostępności informacji, lecz oceny krytyki kierowanej wobec władzy.
Co dalej?
Na tym etapie rozważamy dalsze działania w tej sprawie. Z odpowiedzi urzędu wynika, że podtrzymuje on swoje stanowisko i uważa, iż postępuje zgodnie z prawem. „Ostrów na Surowo” wróciło do opisywania spraw miejskich, jednak doświadczenie z innych spraw o charakterze SLAPP pokazuje, że podobne wypowiedzi mogą pozostawiać trwałe konsekwencje. Efekt mrożący trudno dokładnie zmierzyć, ale przez dłuższy czas może on wpływać na aktywność lokalnej społeczności. Zależy nam przede wszystkim na tym, by burmistrz zrozumiał, że słowa, które wypowiedział podczas konferencji, nie powinny paść z ust przedstawiciela organu władzy publicznej. Nie tylko ze względu na samą ich treść, lecz także na to, że świadczą o sposobie myślenia o roli władzy i relacji z mieszkańcami, jaki za nimi stoi.
Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co robi władza, a media — także te krytyczne — służą realizacji tego prawa. Jeśli pytania zaczynają być traktowane nie jako element demokratycznej kontroli, lecz jako problem, który należy zniechęcić lub uciszyć, oznacza to odejście od standardów jawności. Właśnie w takich momentach szczególnie potrzebna jest obecność organizacji stojących na straży prawa do informacji — nie po to, by rozstrzygać spory personalne, lecz by przypominać, że kontrola społeczna nie jest wrogością wobec władzy, ale jedną z podstaw jej demokratycznego umocowania.

Znaczaco wzroslaby obiektywnosc zdarzebia fdyby wiadomo bylo na czym polegaloby owo klamliwe komentowanie. Jestem w stanie sobie wyobrazic zarowno nadgorliwosc burmistrza jak i infopatie ze strony pytajacych.