Od 10 lat czekamy na udostępnienie informacji na temat finansowania z publicznych pieniędzy projektu realizowanego przez Uniwersytet Kardynała Wyszyńskiego. Dotyczył on … prawa do informacji, a jego końcowym produktem była wielotomowa monografia „Jawność i jej ograniczenia”.
Strona internetowa projektu badawczo-rozwojowego „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym” już dawno przestała istnieć, a my przygotowujemy się do szóstej rozprawy w batalii o dostęp do informacji o tym przedsięwzięciu. 4 z nich wygraliśmy.
„Czy spotkał/a się Pan/Pani w swojej pracy z nadużyciem prawa do informacji?”
Wszystko zaczęło się od ankiety, którą otrzymał jeden z urzędników i nam ją przesłał. Przyglądając się pytaniom rozsyłanym do urzędów przy okazji tego projektu, trudno nie mieć wrażenia, że badacze rozpoczęli swoją pracę nad „modelem regulacji jawności” z tezą o „nadużywaniu prawa do informacji” w Polsce. We wstępie do kwestionariusza znajdujemy krótką definicję nadużywania, którą, wg autorów, jest wykorzystywanie prawa do informacji w celach niezgodnych z założeniami, dla których to prawo zostało wprowadzone. Już sama definicja nadużywania prawa do informacji budzi nasze wątpliwości, bo czy można nadużywać prawa człowieka? Poza tym skąd urzędnicy mają wiedzieć, w jakich celach wnioskodawcy korzystają z dostępu do informacji, skoro nie mogą o to pytać (ustawa zabrania).
Wszystkie pytania ankiety dotyczą nadużywania prawa do informacji publicznej i wygląda na to, że dla autorów kwestionariusza nadużywaniem tego prawa jest zadawanie pytań częściej niż raz na kwartał. Pojawia się tam bowiem pytanie, czy urzędnik spotkał się z sytuacją, w której ktoś pytał częściej niż co trzy miesiące. Czy częste zadawanie pytań jest nadużywaniem prawa do informacji publicznej? A co w sytuacji, jeśli np. gmina nie publikuje protokołów z posiedzeń rady i ktoś o nie regularnie wnioskuje? Czy obywatel nadużywa, czy to władza nie wywiązuje się ze swoich obowiązków?
Naukowcy chcieli też wiedzieć, ile godzin zajmuje urzędnikom odpowiedź na wniosek (najniższy przedział do wyboru to 1-2 godziny). Zabrakło opcji wyboru mniejszego przedziału czasowego, a przecież zdarzają się wnioski, które wymagają co najwyżej kilkuminutowego zaangażowania. W kwestionariuszu pojawia się również pytanie, na ile konieczność odpowiadania na wnioski odsuwa w czasie realizację innych zadań. A przecież realizacja ustawowego obowiązku informacyjnego jest takim samym zadaniem administracji publicznej, jak wszystkie pozostałe. Jakie ma zatem znaczenie, ile czasu urzędnik na nie przeznacza i jaki to ma wpływ na realizację pozostałych zadań?
Pytamy o model regulacji jawności
Postanowiliśmy poznać więcej szczegółów dotyczących projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym”.
7 czerwca 2015 r. wysłaliśmy do rektora UKSW wniosek, w którym prosiliśmy o udostępnienie następujących informacji:
– dokumentu, który stał się podstawą do dofinansowania projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym” i został złożony w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju (dalej: NCBiR) wraz ze wszystkimi załącznikami;
– wykazu wszystkich wydatków dokonanych w ramach realizacji projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym” zawierającego minimum: datę wydatku/ zawarcia umowy, kwoty zobowiązania, przedmiot umowy/ przedmiot zobowiązania, strony umowy;
– każdego dokumentu, który powstał w ramach realizacji projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym”, został złożony do NCBiR, a dotyczy jej sprawozdawczości, kontroli, rozliczeń;
– dokumentów powstałych w ramach kontroli realizacji projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym”;
– listy obecności na wydarzeniach, które były realizowane w ramach projektu „Model regulacji jawności i jej ograniczeń w demokratycznym państwie prawnym” z wyłączeniem jawności danych podlegających ochronie.
Rektor UKSW odpowiedział, że o szczegóły dotyczące projektu powinniśmy zapytać dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, ponieważ to ta instytucja go finansowała. Nie zgadzając się z tym stanowiskiem, złożyliśmy skargę na bezczynność, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał nam rację (wyrok z 21.10.2016 r., II SAB/Wa 206/16 ):
Sąd nie podziela tego stanowiska, bowiem to podmiot domagający się udostępnienia informacji publicznej wyznacza adresata wniosku, który jest zobowiązany do jego rozpatrzenia. (…) możliwość uzyskania informacji publicznej od innego podmiotu nie stanowi podstawy do odmowy udzielenia informacji przez podmiot posiadający informację publiczną i zobowiązany do jej udzielenia, nawet jeżeli informacja ta nie została przez niego wytworzona.
Rektor UKSW nie dał za wygraną i złożył skargę kasacyjną. Nadal twierdził, że wniosek powinien być skierowany do NCBiR, podkreślił także, że nasza organizacja taki wniosek do NCBiR wysłana i w jego sprawie toczy się postępowanie przed sądami administracyjnymi.
W listopadzie 2018 roku Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę UKSW, podtrzymując wyrok WSA sprzed dwóch lat. W wyroku NSA czytamy (I OSK 113/17), że sąd zna sprawę wniosku Stowarzyszenia do NCBiR, uważa jednak, że pomiędzy ww. sprawą a niniejszą nie zachodzi zarzucana w skardze kasacyjnej tożsamość, ponieważ wnioski do UKSW i NCBiR dotyczyły innych informacji. Pytania skierowanie do rektora UKSW dotyczyły dokumentu, który stał się podstawą dofinansowania projektu, wykazu wydatków, dokumentów powstałych w czasie projektu, listy obecności i dokumentów z kontroli. Wniosek do NCBiR dotyczył elektronicznej wersji wniosku o dofinansowanie projektu.
17 grudnia 2018 roku otrzymaliśmy pisemne uzasadnienie wyroku (I OSK 113/17).
„Odmawiam udostępnienia informacji publicznej”
Rektor UKSW po oddaleniu skargi kasacyjnej odmówił nam udostępnienia wnioskowanych danych. W ten sposób po ponad 3 latach od złożenia wniosku (był luty 2019 r.) znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. A dlaczego odmawia? Po pierwsze RODO i tajemnica przedsiębiorstwa. Ponadto rektor przytacza jeszcze szereg przepisów, które mają rzekomo potwierdzać wyłączenie jawności wnioskowanych dokumentów (powołuje się m.in. na tajemnicę badawczo-rozwojową projektów naukowych), by na końcu stwierdzić:
Na zakończenie Rektor informuje, iż UKSW udostępniło dokumenty wytworzone w ramach projektu jedynie podmiotom uprawnionym, w szczególności podmiotowi kontrolującemu tj: NCBiR oraz audytorowi zewnętrznemu, z zastrzeżeniem zachowania poufności przekazywanych informacji. Podmioty uprawnione do uzyskania dostępu do dokumentów chronionych są związane obowiązkiem zachowania tajemnicy.
Przypomnijmy, że wcześniej rektor przekonywał, że nasz wniosek powinniśmy skierować do NCBiR, a teraz okazuje się, że jest ono związane obowiązkiem zachowania tajemnicy.
Zaskarżamy decyzję odmowną rektora do sądu, a WSA w Warszawie ją uchyla, ponieważ rektor UKSW nie przedstawił sądowi dokumentów, na które powołuje się w swojej odmowie:
Tymczasem w rozpoznawanej sprawie nie dość, że organ nie załączył do akt sprawy wspomnianych już wyżej dokumentów, na które się powołuje, jako podstawę faktyczną decyzji oraz który ma przesądzające znaczenie w sprawie, to jeszcze w sposób niezrozumiały nie wykonał zarządzenia Sądu wzywającego do ich nadesłania.
Rektor wnosi skargę kasacyjną od wyroku WSA i NSA przychyla się do niej, ponieważ sąd I instancji przed rozstrzygnięciem sprawy powinien wezwać rektora UKSW do uzupełniania brakujących dokumentów, a tego nie zrobił. Sprawa wraca do WSA, który ponownie uchyla zaskarżoną przez nas decyzję rektora UKSW. Tym razem z powodów formalnych – nie zostaliśmy wezwani do podpisania wniosku przed wydaniem decyzji odmownej przez rektora UKSW.
Podpisujemy wniosek i ponownie otrzymujemy decyzję odmowną
I znowu wszystko zaczyna się od początku. Rektor UKSW wzywa nas do uzupełnienia braków formalnych i podpisania wniosku. Podpisujemy i otrzymujemy kolejny raz decyzję odmowną, którą kolejny raz zaskarżamy. 27 listopada 2024 roku WSA w Warszawie rozpatrzył naszą skargę i uchylił decyzję odmowną rektora ze względów proceduralnych, ponieważ ten sam pracownik (Dyrektor Kancelarii Rektora) podpisał decyzję w pierwszej i drugiej instancji, co narusza art. 24 § 1 pkt 5 K.p.a., gwarantujący bezstronność postępowania. Takie działanie czyni postępowanie wadliwym, niezależnie od merytorycznych przesłanek odmowy.
Rektor UKSW utrzymał decyzję odmowną, tym razem podpisaną przez inną osobę, powołując się na:
-
Tajemnicę przedsiębiorstwa: Dokumenty, o które wnioskowano, podlegają ochronie na podstawie art. 381 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce – jako dokumenty projektowe finansowane ze środków publicznych na badania naukowe lub z NCBR.
-
Dane osobowe i prywatność: Udostępnienie list obecności naruszałoby RODO – zawierają dane identyfikujące osoby (nazwiska, podpisy, afiliacje), w tym funkcjonariuszy służb państwowych.
-
Bezpieczeństwo i obronność: Projekt dotyczył obszarów związanych z bezpieczeństwem, co wzmacnia konieczność ograniczenia jawności.
Oczywiście zaskarżymy tę decyzję do WSA, licząc na to, że wreszcie, po tych licznych perypetiach, będzie poddana merytorycznej ocenie sądu.
Niech podsumowaniem tej dziesięcioletniej batalii o dostęp do informacji na temat projektu badawczego o jawności będzie cytat z przekazanej nam przez rektora UKSW decyzji odmownej:
(…) w ocenie Organu, niniejsze postępowanie ma charakter badania, jak daleko Skarżący może się posunąć w procesie pozyskiwania informacji publicznej, do której był, jest i pozostaje nieuprawniony z uwagni na treść art. 5 ust. 2 u.d.i.p. i pozostałych przepisów wielokrotnie wskazywanych Skarżącemu przez organ w adresowanych do niego decyzjach administracyjnych, zarówno w tym, jaki poprzednich postępowaniach z tego samego wniosku.


Rektor nadużywa swojego prawa człowieka DO ŻYCIA !!!!!
Istnienie takich osobników kwestionujących prawa człowieka, jest zbędne dla ludzkości w ogóle i w szczególności dla nich samych.
W komentarzach zabronione jest umieszczanie treści:
wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej,
propagujących przemoc,
obraźliwych.
Analogiczną sprawę mamy w Uniwersytecie Wrocławskim. Dotyczy ona wniosku o ujawnienie wynagrodzeń. Rektor odmawia, WSA przyznaje rację wnioskodawcom, rektor składa skargę kasacyjną do NSA, który ją oddala. Po oddaleniu skargi kasacyjnej rektor w dalszym ciągu odmawia udostępnienia wnioskowanych danych, wnioskodawcy zaskarżają decyzję odmowną do WSA, który ją uchyla.
Rektor wnosi kolejną skargę kasacyjną do NSA, czyli w koło Macieju. Wygląda na to, że trzy prawomocne wyroki sądów nie mają żadnego znaczenia…